Blog > Komentarze do wpisu

"Disko", Anna Dziewit-Meller. Serduszko pedofila

Agnieszka jest nieśmiałą dwunastolatką, która marzy o miłości jak w filmie "Dirty Dancing". Nauczyciel Paweł Kozioł marzy, by bezkarnie dotykać dziewczynki
"Disko"
Anna Dziewit-Meller
Wielka Litera,

W zalewie przyciężkich książek na ważne i nieważne tematy lekka powieść o poważnej sprawie to ciekawa nowość. Niech nas nie zwiedzie serduszko na okładce, to nie jest romans. W rolach głównych występują Wąż i Kozioł. Pani dyrektor Wąż, dewotka, trzyma w garści szkołę podstawową w , a Paweł Kozioł jest nauczycielem tańca. Przybywa znikąd, wygląda podejrzanie, ale nikogo to nie dziwi.

Mamy początek lat 90., Wałęsa jest prezydentem. Najgorszy epitet, jaki można usłyszeć, to "ty komuchu". Sklepowe półki wreszcie pełne, w telewizji reklamy kolorowych produktów, ale nie wszystkich na nie stać. Dziewczynki marzą o getrach z lycry, ale wiele z nich musi się zadowolić obciachowymi wełnianymi zrobionymi przez babcię. Agnieszka, trzecia bohaterka, jest nieśmiałą i wycofaną dwunastolatką, która marzy o miłości takiej jak w filmie "Dirty Dancing". Paweł Kozioł marzy zaś tylko o jednym - by bezkarnie dotykać (i nie tylko) dziewczynki.

Wie, że musi się dobrze maskować, bo jego upodobania wzbudzają negatywne reakcje. Chociaż publicznie w tamtych czasach jeszcze się o tym dużo nie mówiło. Na początku lat 90. nie było sprawy Andrzeja S. ani żadnej głośnej afery z pedofilem. W szkole ciało pedagogiczne miało na głowie inne, ważniejsze sprawy. Pani Wąż zaprosiła arcybiskupa i cała wiele miesięcy spędziła na przygotowaniach do wizyty. Kozioł przygotowywał specjalny układ taneczny, który wymagał wielu indywidualnych ćwiczeń pozalekcyjnych z Agnieszką.

Kto nie pamięta szkolnych lekcji tańca na sali gimnastycznej? Upokorzeń pryszczatych i grubych dziewczynek, których żaden chłopiec nie poprosił do tańca? To jest właśnie tytułowe "Disko", czyli przaśne polskie disco, w tandetnych getrach, wśród zapachu potu i przy źle nagranej płycie. Takie lekcje w szkołach prowadzili specyficzni panowie, czasem z pożyczką zasłaniającą łysinę. Paweł Kozioł w dresiku był w miarę atrakcyjny i nic dziwnego, że jego względy uskrzydlały Agnieszkę. Pierwsza miłość spadła na nią jak grom. A Kozioł zacierał rączki.

W powieści od początku wiadomo, kto jest kim, postaci są namalowane grubą kreską - dewotka Wąż i Kozioł pachnący old spice'em. Nie wiadomo natomiast, czy uda mu się zrealizować plan. Dziewit dobrze buduje napięcie - czekamy na przyjazd arcybiskupa, na wielki spektakl, z którym każdy wiąże swoje oczekiwania i kalkulacje. Mamy typowe dla początku lat 90. ostre podziały polityczne, konsumpcyjne marzenia z telewizji i namiastkę ich spełnienia w postaci wycieczki do samej Warszawy. "O uroku wycieczek szkolnych! O dni, spędzone z dala od domu i od nadzoru rodzicielskiego! O kalorie przyjęte dzięki diecie złożonej z żelków i gum do żucia oraz chipsów!". Autokar San wiózł podekscytowane do stolicy. Program był bogaty i bardzo patriotyczny. Pierwszy przystanek: cmentarz Palmiry, a potem zwiedzanie miejsc pamięci i kościołów. Na końcu nagroda, czyli hamburger w McDonaldzie. I tylko Paweł Kozioł nie czuł żadnej ekscytacji, bo liczył na odosobnienie. A tu "nawet konia nie da się w spokoju zwalić, bo prysznice są oddzielone od siebie tylko kawałkiem mokrej szmaty, a on nie umie tego robić cicho. Cały dzień noga za nogą, od Świętego Krzyża przez Świętą Annę aż po Dominikanów. Od grobu do grobu, od dzieła sztuki do dzieła sztuki. Co ja tu, do ch... pana robię w ogóle...".

Dziewit dobrze oddaje sposób myślenia swoich bohaterów. Kozioł w myślach się nie patyczkuje i nazywa wszystko po imieniu. Podobnie pani od angielskiego, która też ma swoje kalkulacje erotyczno-matrymonialne. Następują zabawne, farsowe nieporozumienia, ale najciekawiej w tej powieści wygląda język. Dziewit bawi się stylem, wciąż zmienia skale, mamy i ironię, i ckliwość, i nawet liryzm, a co krok napotykamy rozmaite cytaty filmowe i literackie, między innymi z Marcina Świetlickiego. "Bo dziewczyny w latach 90. zaczytywały się Świetlickim" - mówiła autorka na jednym ze spotkań.

Chociaż śmiejemy się z pokrętnych kalkulacji Kozioła, to jedna sprawa jest pokazana całkiem poważnie - bezradność dziewczynki. W tym wieku rzeczywiście mało się wie o dorosłym świecie i o swoich emocjach. Bierze się za miłość coś, co wygląda jak na filmie czy w reklamie. Agnieszka w zamieszaniu szkolno-domowym i w egzaltacji religijnej, w jakiej pogrążyła się szkoła, była całkowicie samotna. Nikt z nią nie rozmawiał. Ojciec interesował się tylko odrobionymi lekcjami, babka - zjedzoną zupą. Nikt nic nie zauważył.

Dziś dziewczynki są tak samo bezbronne. Dobrze byłoby, gdyby taka potencjalna Agnieszka przeczytała książkę Dziewit. Może pomogłaby jej świadomość, że zło nie jest bezkarne. Szkoda tylko, że nie śmiałaby się cały czas tak jak my, dorośli czytelnicy.

czwartek, 28 czerwca 2012, toizen

Polecane wpisy